Z dr Joanną Wieliczką-Szarkową, autorką książki „Powstanie Warszawskie 1944. Gloria Victis", rozmawia Adam Kruczek
W przeddzień 70. rocznicy Powstania Warszawskiego wydała Pani kolejną książkę, tym razem poświęconą tej heroicznej karcie naszej historii. Z jaką intencją pisała Pani tę pracę?
– Jej najważniejszym celem, na który wskazuje też tytuł „Gloria Victis" (chwała pokonanym), jest oddanie hołdu bohaterom Powstania Warszawskiego przez podkreślenie sensu ich walki i ofiary złożonej z własnego życia. Powstańcy oddali je, jak mówił Prymas Stefan Wyszyński, za najsłuszniejsze i najpotężniejsze prawo do wolności, które wpisał w naturę człowieka sam Bóg.
„Powstanie Warszawskie 1944 roku było największym w historii świata buntem ludności milionowego miasta przeciwko okrutnej niewoli" – wskazuje w przedmowie do książki prof. Witold Kieżun, kapral pchor. „Wypad". Na ile było ono dziełem zbrojnych oddziałów powstańczych, a na ile całej ludności Warszawy?
– Wybuch Powstania był dla większości warszawiaków zaskoczeniem, ale od razu przyjęli je z wielkim entuzjazmem i radością. Ludzie zdecydowanie poparli powstańców, bo nareszcie po pięciu latach poczuli się wolni i uwierzyli, że walka najdalej za kilka dni zakończy się dla nich zwycięstwem. Nikt, włącznie z przywódcami Powstania, nie przewidywał, że będzie ono trwało aż tak długo. Cywile od razu też z własnej woli, bez czekania na wezwanie, pomagali walczącym: gasili pożary, wystawiali warty na dachach i w bramach, transportowali rannych, przenosili prowiant, a przede wszystkim budowali barykady. Generał „Bór" wspominał, że postawa ludności miała duży wpływ na decyzje o kontynuowaniu walki w stolicy.